
to na pewno ty, braciszku?
Sobotnie, leniwe popołudnie… Shar peie po spacerze i śniadaniu porozkładane po domu charczą aż miło…
Telefon:
- Idziecie?
- Tak – odpowiadam – właśnie się zbieramy
Wciągam dresy, cichaczem ubieram Simonce obróżkę. Czujny Krzyś łypie niedźwiedzim okiem… Jeszcze tylko buziak dla pańcia. Wychodzimy.
Idziemy osiedlowymi dróżkami. Simonka drepta przy nodze od czasu do czasu zerkając na mnie, jakby chciała się upewnić czy oby wszystko z głową pańci ok, bo to przecież nie pora na kolejny spacer!
Ale ciii… co to? Pies! Na pewno pies!
Szybciej pańcia, no szybciej mówię! Idziemy się przywitać! Migusiem!
Ciągnie ożywiona psina niemiłosiernie, litości dla mego barku nie ma. Uśmiecham się, macham Asi.
Wyszli po nas. Ona i braciszek Simonki, Misiek .
Wybraliśmy się w odwiedziny!
Chwila na rozpoznanie kto jest kto i już rodzeństwo zaczyna się naparzać. Na chodniku. Do domu Asi jeszcze kawałek, więc spacerujemy (to nieodpowiednie w sumie słowo!) z kotłującymi się psami, co chwilę rozplątując smycze. Nie widziałyśmy się kilka tygodni, chciałybyśmy porozmawiać. Nie sposób.
W domu Asi nie lepiej. Siedzimy obserwując poczynania rudego duetu, a jest na co patrzeć, zapewniam! Kawa już zrobiona, ale żadna z nas nie ma odwagi po nią sięgnąć. Ryzyko, że czarny napój przez nieuwagę tłukących się psów wyląduje na nas, jest ciągle zbyt duże.
Minęła godzina, rodzeństwo nieustannie sparinguje, ale już mniej intensywniej. Nareszcie możemy pogadać
I tak to weekend upłynął Simoni na dbaniu o kontakty rodzinne
Najpierw wujaszek Cypress, teraz tak dobrze jej znany i kochający ją (z wzajemnością!), braciszek, Miś 
Ściskamy Asię i Misia, a dzisiejsze fotki dedykujemy Sylwii :***

Madzia z Cypressikiem
Kolejna odsłona naszej sharpeiowej rodzinki, która to również mieszka w Poznaniu i utrzymuje z nami przyjacielskie kontakty.
Madzia i simonkowy wujek, Cypress.
Madzia na blogu znana – dzielnie i serdecznie kibicowała nam podczas wystawowego debiutu Simonki, a dowód na to zamieszczony tutaj . O Cypressiku wspomniane było również .
Wczoraj Simonka i jej biologiczny wujek mieli okazję po raz pierwszy spotkać się w realu. Nie sposób takiego faktu na blogu pominąć 
Bardzo sympatyczne było,
choć Simonka początkowo zdominowała wujaszka swoją władczą osobowością
Cypressik nie co dzień ma do czynienia z aż tak zdecydowanymi kobietkami, więc apodyktyczny sposób bycia mojej rudej psiny siłą rzeczy zaowocował onieśmieleniem gospodarza
Ze zdumieniem i uwagą obserwował jak gość panoszy się po jego domu, zarzucając bioderkami na lewo i prawo…

Lody przełamał cudowny wynalazek – psi wybieg. Tu Cypressik był już sobą. Dokazywał, swawolił i niezmiernie cieszył się z obecności krewniaczki, a żeby było śmieszniej, gdy wybieg zapełnił się czworonogami, to Simonia straciła animusz i trzymała się kurczowo pańci
Bardzo dziękujemy obu Madziom i Cypressikowi za miłe popołudnie!!!

Ledwo zamieściłam zimowe fotki Krzysia, a już Waldek zdążył się oburzyć, że dziewczynki w wydaniu śnieżnym zostały pominięte 
Uległam presji – wklejam i dziewczynki – niech i one pamiątkę z tegorocznej zimy mają

NAJNOWSZE KOMENTARZE